AGHIA portal z francuskiej wsi

Temat: PKS zawsziesz lub skraca 60 kursów od 28 czerwca.
Od jutra wchodzi nowy rozkład jazdy PKS-u.z tego co wiem od taty nie publikują zmian tak jak do tej pory w formie pliku bo zawieszają bądź skracają 60 kursów.ogólnie to się zrobił mały burdel bo nikt nie wie jakie kursy są skrócone.Dodatkowo podobno mają zostać skrócone)ale nie wiadomo kiedy i czy w ogóle) wszystkie kursy które wjeżdżają na teren obcych województw (n.p.Praszka,Pławno,Lgota Mała) z powodu nie dogadania się w sprawie dopłat do ulgowych biletów miesięcznych między województwami.coś na zasadzie że woj.Łódzkie nie będzie dopłacać do PKS-u z obcego województwa przynajmniej takie pogłoski chodzą po firmie.
Ale jeśli dalej tak będzie to widzę że ten PKS niedługo zniknie z naszych ulic i będzie wspomnieniem jak PKS Olkusz,PKS Chrzanów,PKS Wałbrzych, czy PKS Skarżysko-Kamienna.
Źródło: ckmkm.inds.pl/forum/viewtopic.php?t=725



Temat: PKS zawsziesz lub skraca 60 kursów od 28 czerwca.

Dodatkowo podobno mają zostać skrócone)ale nie wiadomo kiedy i czy w ogóle) wszystkie kursy które wjeżdżają na teren obcych województw (n.p.Praszka,Pławno,Lgota Mała) z powodu nie dogadania się w sprawie dopłat do ulgowych biletów miesięcznych między województwami.coś na zasadzie że woj.Łódzkie nie będzie dopłacać do PKS-u z obcego województwa przynajmniej takie pogłoski chodzą po firmie.
To tylko w zasranej Polsce możliwe. Ale w sumie dobrze, że tak organizowane przewozy padają.

Ale jeśli dalej tak będzie to widzę że ten PKS niedługo zniknie z naszych ulic i będzie wspomnieniem jak PKS Olkusz,PKS Chrzanów,PKS Wałbrzych, czy PKS Skarżysko-Kamienna.
A to dobrze czy źle?
Źródło: ckmkm.inds.pl/forum/viewtopic.php?t=725


Temat: Czy to samo czeka Częstochowe ?-busy na trasach lokalnych
Czytniki do kart są w każdym PKS-ie. Ma je także PKS LUbliniec. Służą do odczytu kart z miesięcznymi. Więc to nie stanowi problemu. Sieć przystanków jest na tyle gęsta w Częstochowie, że spokojnie można by objąć tym każdy kurs zwykły. Jedyne czego mi brak, to przystanku dla linii typu Praszka, Krzepice i inne jadące przez Kłobuck przez Popiłuszki. Na odcinku Dw. PKS - Rynek Wieluński nie ma przystanku, a przecież PKS zatrzymywał się np. pod parkami kiedyś. Poza tym dysponuje przystankami na Sobieskiego.
Źródło: ckmkm.inds.pl/forum/viewtopic.php?t=564


Temat: TRASA: Zawiercie - Wolsztyn - Zawiercie
29 kwietnia 2009 roku. Jako zagorzały hobbysta parowozów wybrałem się do Wolsztyna na Paradę Parowozów, która miała miejsce 1 maja. W Obrze - 8km od Wolsztyna mam zarezerwowany nocleg.

Godzina 9.00 wyprowadzam skuter z domu przed klatkę. Odpalam. Włączam muzę i kieruję się w kierunku Myszkowa, następnie Poraj, Blachownia, Kłobuck (jakieś 75km). W Kłobucku zatrzymuję się na papierosa, kupuję w sklepie butelkę coli i ruszam dalej w kierunku Praszki. Droga prosta, na biegu mijam Krzepice, zatrzymuję się dopiero w Praszce na dłuższy, około 15 minutowy postój celem zrobienia zdjęć ustawionego tam na pomniku parowozu wąskotorowego. Znów papieros, cola i dalej w trasę. Tu niestety mylę drogi i dojeżdżam prawie do samego centrum Gorzowa Śląskiego. Zawracam na Praszkę z powrotem i przed Praszką skręcam na Uszyce, dalej przez Opatów dojeżdżam do Kępna, gdzie zjeżdżam po paliwo na BP. Tankuję i potem powoli przez miasto na wylotówkę na Wrocław, z której odbijam od E67 w Słupi pod Barlinem na Syców, gdzie jestem około godziny 13.30. Tu zatrzymuję się by w przydrożnym rowie zjeść dwie bułki z kiełbasą, zapalić papierosa i opić się colą, po czym około 14 ruszam i przez okoliczne wioski przebijam się na Milicz.

W Miliczu 5 minut postoju dla rozpytania przechodniów o skrót na Rawicz, by nie cofać się już w stronę Żmigrodu. Znajduję zjazd, jedzie się fajnie. Zatrzymuję się w Słupi Kapitulnej zapalić i czuję krople deszczu, które zaczynają sączyć się z nieba. Cóż, jak to się mówi, z cukru nie jestem i nie roztopię się a czas ucieka. Żałowałem, że nie pojechałem okrężnie przez Żmigród, bo przynajmniej droga była fajna, a tymi wioskami nie dało się jechać więcej jak przepisowo 50km/h. Niestety, przejechałem może jakieś pół km za Słupię i w tym momencie z nieba lunęło. Dobrze, że kawałek dalej znalazłem wiatę przystankową PKS, pod którą się wrąbałem wraz ze skuterem i stałem tam niespełna godzinę. Gdy przestało padać ruszyłem na Rawicz, który osiągnąłem około 16 by minąć go na biegu wjeżdżając na trasę E261 na Leszno. Tam już mogę jechać ile fabryka dała, czyli max 75km/h (to było jeszcze z silnikiem 50cc). Do Leszna wjeżdżam około 17 stej, o 17.15 jestem na stacji PKP w Lesznie. Robię parę zdjęć by po pół godzinie ruszyć dalej. Powoli, po drodze pytam ludzi o drogę na Włoszakowice, no ale oczywiście tam nikt nie stąd i nikt nic nie wie. Podjeżdżam na jakąś stację paliw na wylotówce na Wschową, tankuję, pytam pracownika o drogę. Kieruje mnie trasą przez Wschowę. Nieco wkurzony, że nie zabrałem mapy bo to znów jakieś 40 km dookoła a jest już około 18 stej, ruszam ostro na Wschową by o 18.30 być już na drodze na Wolsztyn.

Tyłek mnie już boli solidnie od siedzenia, więc po drodze zatrzymuję się w jakimś lesie, by znów przegryźć dwie bułki z kiełbachą, wypalić papierosa... Niestety musiałem odwrócić kolejności bo komarów tam od groma, więc zacząłem od papierosa, potem był kolejny zagryzany bułką i odjazd, bo nie da się tam stać. Jeszcze Solec, Wroniawy i już widzę znajomy przejazd, przed którym skręcam wprost na parowozownię Wolsztyn. Jest godzina 19.30 na kolejowym zegarze. Parkuję skuter na parkingu kątem oka obserwując gapiów, którzy raz na skuta, raz na blachy a raz na mnie się gapią. Zabieram aparat i kamerę by wykorzystać ostatnie przebłyski słońca i wykonać trochę zdjęć. Potem trochę uzgodnień z naczelnikiem odnośnie rozkładów jazdy pociągów specjalnych i zawijam się na miasto. W międzyczasie dzwonię do Obry by ugadać z facetem, że przyjadę na nocleg około 21. Jeżdżę jeszcze trochę po Wolsztynie i ruszam na Obrę. Czekam na gościa, przychodzi, daje klucz do pokoju, skuter ląduje w garażu i idę spać.

Na liczniku przejechane magiczne 444km.

Dzień kolejny to pobudka o 5 rano by o 6.00 być już na przejeździe w Wolsztynie i filmować rozpoczynające się manewry parowozów. Dzień na ogół mija nudno, najpierw jadę na Tłoki przed 11.00 by filmować pociąg do Poznania, potem wracam na Wolsztyn, następnie przez 15 ruszam na Grodzisk Wlkp by od niego do samego Wolsztyna gonić planowca z parowozem. Z łatwością wyprzedam go kilka razy po drodze i robię zajefajne fotki po trasie. Efektem końcowym jest wjazd do Wolsztyna przecinając dwa skrzyżowania na czerwonych a przy trzecim zjazd na przejście i chodnikiem na klaksonie podjazd pod przejazd, gdzie w ostatniej chwili udaje mi się wyjąć aparat i zrobić ostatnie zdjęcie tego pociągu.

Dalej już spokojnie aż do wieczora, następnego dnia, w dzień parady zamieniam skuter na samochód kumpla i razem udajemy się na polowanie składów wyjeżdżających i wjeżdżających do Wolsztyna. Urządzamy rajdy po okolicznych wsiach mając tak 160 na liczniku. Nie my sami, za nami kilku innych szaleńców w samochodach. O 20.00 kończy się impreza i wracam już skuterem do Obry. Padam na pysk. Szybka kąpiel i do wyra. Rano o 7 wstaję, ubieram się, oddaję klucze i już o 8 jestem na parowozowni. Kilkanaście pożegnalnych zdjęć i zawijam się na Leszno. Tym razem już przez Włoszakowice, bo dowiedziałem się jak. W Lesznie postój na tankowanie i dalej na Rawicz, gdzie zatrzymuję się na parkingu przed rawickim więzieniem. Idę do sklepu kupić jakieś żarło, jem na miejscu i jadę dalej na Bojanowo, Żmigród i dalej kieruję się na Milicz. Tam robię postój 15 minut i dalej na Kępno, tą samą już trasą przez Syców. W Kępnie znów tank i już mijam Opatów i Uszyce.

W Uszycach wchodzę do sklepu bo mi z głodu bebechy wykręca, niestety 2 maja raczej nic nie kupię konkretnego, więc proszę ekspedientkę, by zrobiła mi na szybko 4 bułki z konserwą, bo ja oprócz śrubokręta nie mam nic innego Gdy kobiecinie mówię, że jadę z Wolsztyna na Zawiercie to babina łapie się za głowę. Bez problemu robi mi smaczne bułki z dobrą konserwą i już dziękuję i dalej w trasę. W pobliskim lesie na parkingu zjadam dwie buły i jadę dalej na Praszkę by zatrzymać się dopiero w Kłobucku. Tam robię pół godziny przerwy, kończę konsumpcję bułek, dopijam colę, 4 fotki na przejeździe Magistrali Węglowej i wyjeżdżam na Blachownię, potem skręt na Poczesną i dalej prosto na Poraj. Tu zjeżdżam nad Zalew za potrzebą i dalej kieruję się na Myszków by o 17.40 stanąć przed drzwiami własnego domu.

Reasumując - wbrew gadaniu niektórych nieżyczliwych nam ludzi chinolem można pokonać tak duże trasy bez awarii.

Na dniach opiszę Wam wyprawę na Berlin (niestety z noclegiem po drodze w Usti Nad Labem).

W tym roku planuję znów 29 kwietnia wyruszyć na Wolsztyn, który jest coroczną mekką każdego szanującego się hobbysty starych parowozów. Ja staram się łączyć dwie pasje jednocześnie.

Pozdrawiam, Marcin
Źródło: skuterykingway.com/viewtopic.php?t=4400